- Cicho bądź i ani słowa
„— Cicho bądź i ani słowa więcej na ten temat, bo się pogniewam. Chodźcie na śniadanie i rozchmurzcie ponure oblicza. A ty, Karolu, nie przejmuj się tym wszystkim.
Nikt już nie wspomniał o poprzednich projektach i natychmiast po posiłku trójka mężczyzn powędrowała szukać jakiegokolwiek wędrownego czy tutejszego handlarza. Najpierw skierowali się pomiędzy wozy porozstawiane na nadrzecznej płaszczyźnie, ale nikt z podróżnych nie był kupcem. Wtedy poszli do fortu. Napotkany podoficer oświadczył im, że w tym roku żaden trader nie zawitał do Laramie. Być może przyczyną tego były niezbyt pomyślne wiadomości z pogranicza. „Czerwone skóry — jak się wyraził — nie chcą siedzieć na wyznaczonych im miejscach i trzeba będzie z nimi zrobić porządek."
Dłużej na ten temat nie chciał mówić, a może nic więcej nie wiedział, jednakże przed odejściem poradził, aby porozumieli się ze „starym Peabody". Na pytanie, kto to jest, odparł, że przed niecałym rokiem Peabody założył w Laramie faktorię. Ta faktoria miała się znajdować w sąsiedztwie fortu. Okazało się, iż w tym wypadku słowo „sąsiedztwo" było bardzo niedokładne. Poczęli krążyć w coraz większym promieniu wokół fortu, gdzie leżały nieliczne, luźno porozrzucane prymitywne budowle osadników i corrale dla bydła. Pytali każdego napotkanego przechodnia. Owszem, o Peabody wiedziano, ale wskazówki dotyczące wiodącej do jego składu drogi były tak chaotyczne, aż nabrali podejrzenia, iż żaden z nagabywanych ludzi nie korzystał dotąd z usług handlarza.“(5)
<<<< - Vincent na miłość boską
| Pomimo całego swego >>>>